sobota, 29 maja 2010

LECHIA ZIELONA GÓRA - ZAWISZA BYDGOSZCZ (5:2) 27.05.10

Każdy wiedział, że to będzie bardzo trudny mecz (Lechia wygrała 5 z ostatnich swoich 6 meczy), ale chyba nie spodziewał się takiego spektaklu. Mecz rozpoczął się bardzo nerwowo. Już w drugiej minucie straciliśmy bramkę ze stałego fragmentu gry (rzut karny), a już w czwartej było 2:0 dla Lechii. Jeszcze kilkanaście minut później mogło być 3:0 ale gracz przeciwników strzelił z 5 metrów w poprzeczkę. Opanowaliśmy grę. Staraliśmy się nawiązać walkę lecz w pierwszej połowie nie daliśmy rady odrobić strat. Dopiero druga cześć przyniosła rezultaty. Szybko strzeliliśmy dwie bramki i już można było mówić o tym, że mecz rozpoczął się od nowa, gdy gracze z Zielonej Góry strzelili nam kolejnego gola. Wtedy już nie daliśmy rady się podnieć. Jeszcze na sam koniec Lechia strzeliła dwie kolejne bramki i wszystko było pozamiatane. Pozostała nam już tylko walka o 3 miejsce, bo awans jest już nie możliwy ze sportowego punktu widzenia, ponieważ Polkowice będące aktualnie na 2 miejscu w tabeli mają duże problemy z ZUS-em. Dlatego nie wiadomo czy otrzymają licencję od PZPN-u.

piątek, 28 maja 2010

ZAWISZA BYDGOSZCZ - JAROTA JAROCIN (2:1) 22.05.10

Kolejny mecz o przetrwanie. Teraz każde stracone punkty oddalają nas od awansu. Każdy mecz jest jak ten najważniejszy o awans. Nie ma już tych mniej ważnych. Mecz rozpoczęliśmy spokojnie może nawet za bardzo bo to Jarota już w 8min strzeliła bramkę. Każdy wpadł w osłupienie. Jarota najsłabszy zespół w ostatnich 5 kolejkach wygrywa z zespołem walczącym o I ligę. Ale już po kilkunastu minutach doprowadziliśmy do remisu. Do przerwy (1:1). W drugiej połowie męczyliśmy się, żeby zdobyć tą drugą bramkę, brakowało nam wykończenia. W dodatku lunął deszcz. Zacinał akurat pod zadaszenie i byliśmy cali mokrzy mimo tego, dalej zdzieraliśmy gardło ile sił. Nadzieja już powoli nas opuszczała, bo to już końcówka meczu. A sędzia wcale nie pomagał a tylko pogorszał sytuacje. Nie zwracał w ogóle na faule w polu karnym. Dlatego usłyszał kilka słów m.in. Polscy sędziowie to kur**, sprzedawczykowie. Na szczęście w ostatniej akcji bramkę zdobył Zawisza i znowu mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa.

czwartek, 27 maja 2010

BAŁTYK GDYNIA - ZAWISZA BYDGOSZCZ (0:0) 19.05.10

Do Gdyni stawiamy się w niewielkim składzie poniżej 200 osób. Ale wierzymy, że wyniesiemy z Bałtyku 3 punkty. Niestety tak się nie stało. Dość, że mieliśmy problem z dostaniem się na stadion to jeszcze łaskę robią i bilety po 20zł sprzedają. Jednym słowem MIASTO POLICYJNE. Mimo tego, że mecz był wyrównany to my powinniśmy się cieszyć ze zwycięstwa. W 23 minucie bramka strzelona dla Zety nie została zaliczony z powodu spalonego, którego nie było co dowodzą liczne powtórki. I tak powracamy z kolejnym remisem na wyjeździe.

środa, 26 maja 2010

NIELBA WĄGROWIEC - ZAWISZA BYDGOSZCZ (2:2) 15.05.10

Pierwszy mój wyjazd w sezonie. W Wągrowcu stawiamy się w liczbie około 800 osób. Przed tym mieliśmy kontrole przez policje aut itp. Wchodząc na stadion każdy musiał się przedstawić i pokazać twarz do kamerki (wiadomo w razie jakichkolwiek burd). Od razu na samym wstępie huknęliśmy dopingiem w dodatku wokół stadionu jest las to echo nieźle się niosło. Nielba miała ze 2 razy mniej kibiców od nas. Nawet nie próbowali podejmować z nami walki. Nie zaśpiewali nawet jednej piosenki. Szybko objęliśmy prowadzenie strzelając dwie bramki. Ale chwila dekoncentracji pod koniec pierwszej połowy nas kosztowała utratą bramki. Do przerwy wynik (1:2). W drugiej części cofnęliśmy się na własną połowę i zaczęliśmy bronić wyniku. Do końca pozostało kilka minut. Nagle gracz Nielby wbiegając w nasze pole karne przewrócił się a sędzia wskazał na jedenasty metr. Nie dziwne było zdziwienie i zdenerwowanie kibiców jak nawet na trybunach było widać, że do żadnego kontaktu między zawodnikami nie doszło. Wągrowiec strzelił drugą bramkę. Od razu na stadionie rozległ się głos kilkuset gardeł krzyczących PZPN, PZPN, JEB** JEB** PZPN. Sędzia wraz z gwizdkiem pobiegł do szatni obrzucony wszystkim co było pod ręką np. butelkami, flagami wiszącymi przy budynku. Dopiero teraz kibice Nielby rozpoczęli radość i pokazywanie różnych znaków w naszą stronę. Ruszyliśmy na nich ale od razu między nimi a nami pojawili się białogłowi. Spiker starał się uspokoić atmosferę. W końcu nie było po co sterczeć już na stadionie. Kilka godzin później sędzia przeprosił Zawiszę za to, że nie sprawiedliwie podyktował rzut karny, ale to już nic nie zmieniło zostaliśmy tylko z jednym punktem. Od tego czasu już na głos zaczęto mówić o sprzedawaniu meczy przez Polkowice.

ZAWISZA BYDGOSZCZ - RUCH RADZIONKÓW (1:0) 12.05.10

Mecz o wszystko. Tak wszyscy przynajmniej mówili. Aby dalej walczyć o awans musieliśmy wygrać ten mecz i tak się stało choć nie było łatwo. Wszystko rozpoczęło się spokojnie. Gra toczyła się w środku pola. W pierwszej połowie nie mieliśmy zbyt wiele okazji nawet można powiedzieć, że Radzionków grał lepiej. Doping także nie zachwycał. Ciężko jest czasami zachęcić ludzi do darcia gęby za klub tyle i ile pary w ustach. Każdy woli popatrzeć i czasami pomruczeć. Ale jak na Zawisze przystało drugą cześć rozpoczęli o wiele lepiej. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji ale brakowało wykończenia. I jak zawsze w takich momentach obudzili się kibice z porządnym dopingiem (dziwi mnie tylko to, że zawsze musi się najpierw coś dziać żeby ludzie się obudzili). Do końca pozostało kilka minut, wynik bez zmian. Aż w końcu wpadła ta niezapomniana bramka. Zdobył ją Sobczak. Na trybunach totalny szał radości. Każdy wiedział jak cenne są te 3 punkty. Jeszcze po meczu staliśmy z pół godziny dziękując piłkarzom i Kurasowi. To bez wątpienia był najlepszy mecz który obejrzałem na stadionie przy Gdańskiej.

Tutaj krótki filmik z końcówki meczu:
http://www.youtube.com/watch?v=fmqZzXnTqus&feature=related